Wyszukiwarka

Wyszukiwarka

Comenius

Artykuły

Comenius 2010-2012

2016-07-18

W latach 2010-2012 nasze gimnazjum  w ramach projektu Comenius współpracowało z następującymi szkołami:

  • Włochy

- miasto - Orvieto
- nazwa szkoły  -  Istituto di Istruzione Artistica e Classica di Orvieto
- strona - www.iisac.it
- koordynator szkolny - Maria Pappalardo
  • Hiszpania

 - miasto - Sevilla
 - nazwa szkoly - Instituto de Ensenanza Secundaria Vincente Aleixandre
- strona- 
www.juntadeandalucia.es/averroes/centros-tic/41007357/helvia/sitio
- koordynator szkolny- Antonio Garcia Montalvo
  • Turcja

miasto - Istambuł
 - nazwa szkoły - Ozel Uskudar Baglarbasi Lisesi
- strona - www.ilimfaziletvakfi.org.tr
- koordynator szkolnny - Seref Gunaydin
  • Węgry


 - miasto - Budapeszt
- nazwa szkoły - Szinyei Merse Pal Gimnazium
 - strona - www.sulinet-bp.sulinet.hu
koordynator szkolny - Agnes Grunberg

 

Szkolnymi koordynatorami projektu są p. Anna Trzepizur-Marzec i p. Marta Konopa

 

Logo naszego projektu, zaprojektowane przez ucznia Gimnazjum nr 13 - Maćka Michalczaka:

 
 
 
 
Czytaj więcej o: Comenius 2010-2012

Wizyta w Stambule

2016-07-18

W dn. 27.11.2010 - 4.12.2010 reprezentacja nauczycieli i uczniów naszej szkoły gościła w szkole w Stambule. Nasze gimnazjum reprezentowali: p. dyr. Janusz Ferenc, p. Anna Trzepizur, p. Elżbieta Karczmarek, Natalia Lipińska, Joanna Kret, Magda Łyko i Mateusz Grad. Oto relacja Asi Kret:

Dzień 1


Działo się to w mroczny, sobotni poranek. Mróz zniechęcał zwykłych śmiertelników do wychodzenia z domów. Jednak znalazło się siedmioro wspaniałych. 7 postaci jasnych, światłych, mądrych i przebiegłych. Sprytnych niczym elfy, silnych jak krasnoludy, urodą dorównujących krasnoludzkim kobietom oraz mądrych niczym czarodzieje. Siedmioro wspaniałych wyruszyło na trudną i niebezpieczną misję. Pod ich pieczą znajdowały się przedmioty ważniejsze i potężniejsze od Pierścienia. Były to plakaty. Bagaż ich nie był wielki, wszak misja była wyjątkowa. Nie mogli rzucać się w oczy - dla dobra misji. Pożegnawszy się z rodzinami - wyruszyli. Mieli świadomość, że mogą nie wrócić. Wsiedli na swe rumaki, potocznie zwane "miejscem w busie" i ruszyli przed siebie, w nieznane. Jechali na wymianę uczniowską programu Comenius 2010-2012 (Projektu pt. "Art keeps us together in peace"). Dotarli na miejsce przeładunku. Musieli zamienić swe rumaki, by ujarzmić stalowego ptaka (zwanego samolotem). Nie wzbudzili niczyich podejrzeń. Byli bezpieczni/ Wznieśli się w powietrze. Lecieli. W sercach każdego z nich na pewno pojawił się sie lęk, lecz nie ulękli się. Pokonali go. Pierwszy wróg został pokonany. Znów byli na ziemi. Po przekupieniu (wykupieniu wiz) u groźnego strażniczka (zwanego służbą celną), po krótkim i bezkrwawym boju o swe bagaże wyruszyli dalej. Moc była z nimi. Znów wsiedli na rumaki, jednak te były inne. Obce. Trakt był bardzo licznie uczęszczany, przez co musieli jechać wolno i ostrożnie (czytaj: stali w korku przez prawie półtorej godziny). Jednak humor ich nie opuszczał. Wszak moc była z nimi. I powierzone im plakaty również. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Po krótkiej dalszej drodze dotarli do miejsca, gdzie musieli się rozdzielić. Jednak nie lękali się tego. Proces wtopienia się w tłum nie był dla nich czymś nowym i przerażającym. Każde z nich udało się pod inne, opiekuńcze skrzydła. Po kolejnej, krótszej bądź dłuższej, podróży trafili do domów, gdzie mieli spędzić najbliższy tydzień. Byli zmęczeni, ale bezpieczni. I szczęśliwi. "


Dzień 2


Młodszą i mniej doświadczoną część ekipy następnego dnia obudziło to, co zawsze dokucza Wielkim Ludziom. Ból głowy. I był on związany wyłącznie ze zmianą strefy czasowej. Tak, tylko z tym. Czworo młodych hobbi... tfu, podróżników, miało świadomość, że czeka ich jedno z trudniejszych zadani tej wyprawy - zdobycie przychylności tubylców. Większość rozpoczęła te działania od wspólnego śniadania. Następnie, po krótkiej dyskusji w obcym, dla obu stron, języku, została podjęta decyzja o wspólnej wyprawie całej młodej części ekipy z ich towarzyszami na targowisko. Dzięki użyciu nowoczesnych technologii, czyli gołębi pocztowych (czyt.: kilka smsów i po sprawie), udało się skrzyknąć błyskawicznie całą ekipę na spotkanie w jednym z większych rynków (czyli - centrum handlowym). Nasi bohaterowie (Magda, Natalia, Asia i Mateusz) doskonale wiedzieli, że ich wyprawa to nie tylko miłe i spokojne spotkania na terenie uczelni. Mieli świadomość, że ich zadaniem jest głównie działanie po godzinach, w niekoniecznie przyjaznych miejscach i okolicznościach. Jednak nie lękali się. Wspólnie zwiedzili kilka straganów z wielce interesującym towarem, wymienili ich pieniądze na walutę występującą w miejscu, w którym przyszły im spędzić najbliższy tydzień oraz zjedli wspólny posiłek. Następnie udali się w ciemne zaułki... Pomimo słońca znajdującego się wysoko na niebie, po plecach nie raz przeszły ich ciarki. Jednak nie bali się. Obejrzeli wiele towarów, które były oryginalne, jednak nie nabyli nic. Zmęczeni, jednak zadowoleni z powodzenia swojej misji i zdobytej odrobiny zaufania. Wieczorem miało odbyć się jeszcze jedno spotkanie towarzyskie w tawernie (czy: kawiarni), jednak nie pozwoliły na nie problemy komunikacyjne. Spotkało się tylko dwoje z nich, rozmawiając i oglądając mecz mili spędzi czas, nie mając kontaktu z pozostałą częścią drużyny... Jednak nie lękali się o nich. Wiedzieli, że sobie poradzą. Dorosła część drużyny spędziła czas na swoich, tajemnych działaniach.


Dzień 3.


Rozpoczął się on lepiej od dnia poprzedniego. Już przed wyjazdem wszyscy mieli zapowiedziane, iż spotkają się na uczelni. Nasi bohaterowie wraz ze swoimi towarzyszami, u których mieszkali, zjedli śniadanie i wyruszyli w drogę na spotkanie przeznaczenia. Różnymi drogami, różnymi środkami i o różnej porze, jednak wszyscy dotarli na umówione miejsce. Tam spędzili godzinę rozmawiając w swoim towarzystwie oraz w towarzystwie Mistrzów w swym fachu z innych krajów. Jednak pierwszego dnia nie byli oni zainteresowani nawiązaniem nowych znajomości. Wszyscy skupieni byli na swoich drużynach. Gdy byli już wszyscy razem udali się na spotkanie ze swymi opiekunami oraz z szefem całej groźnej i niebezpiecznej misji - Taylanem. Poinformował on ich o szczegółach wyprawy i umożliwił wszystkim zapoznanie się z planem działania. Następnie odbyć miała się próba, przed pokazem umiejętności i sztuk, niekoniecznie walki, który miał odbyć się następnego dnia. Nasza ekipa po kolejnym udowodnieniu sobie, iż są mistrzami w swojej dziedzinie udali się na wykłady (lekcja biologii po angielsku). Następnie wszyscy poszli na obiad, po którego skonsumowaniu młodsza część drużyny wybrała się na krótki spacer wokół terenu uczelni, po czym wszyscy, wraz z dorosłymi udali się na pokaz sztuki artystycznego wytwarzania barwnych materiałów. Proces ten, który nie należał do najbardziej skomplikowanych, acz efektownych, zachwycił wszystkich. Po tym uroczym "przedstawieniu" młodzież udała się wraz ze swoimi opiekunami na lekcje (w wypadku dwójki z nich była to lekcja języka tureckiego^^). Po zakończonych zajęcia na uczelni młodsza część ekipy udała się ponownie na targowisko, jednak tym razem na inne. Spędzili tam miło czas w towarzystwie ludzi z innych krain. Nasi bohaterowie najwięcej przebywali z drużyną z odległej krainy zwanej Węgrami. Owocny dzień wszyscy nasi młodzi bohaterowie zakończyli w domach swych opiekunów. Misja miała się jak najlepiej. Nic nie wróżyło problemów.


Dzień 4.


Następny dzionek, zwany wtorkiem, rozpoczął się dla uczestników wyprawy tak samo, jak poprzednie. Krótkie rozmowy z towarzyszami, śniadanie oraz trudna i niebezpieczna droga przez okoliczne trakty. Gdy na uczelnie czekali godzinę na innych uczestników wyprawy z innych krajów, zapoznawali się z zagranicznymi gośćmi. Szczególnie dużo czasu spędzali oni z Węgierkami, jednako poznali również Włochów i Hiszpanów.  Tego dnia miał odbyć się pokaz umiejętności i sztuk charakterystycznych dla danego kraju. Przedstawienie było niesamowite i na długo wryło się w pamięć obserwatorów i uczestników. Po krótkim spacerze po terenie szkoły oraz wyprawie do jadłodajni  (czyt.: pyszny obiad:D) cała międzynarodowa drużyna udała się na pokaz sztuk orientalnych. Nasi bohaterowie byli świadkami powstawania przepięknych rysunków, tworzonych w tajemniczo przyrządzonym roztworzem, a następnie kopiowanych na papier za pomocą przyłożenia go do tafli tejże cieczy. Tworzyli oni również jeden wielki, zbiorowy projekt. Będąc wciąż pod wrażeniem zdolnych tureckich rąk udali się, by zrealizować jeden z elementów tej niezwykłej misji. Zapoznanie się z terenem działania. By najlepiej wykonać to zadanie udali się na wzgórze Camlica, miejsce, skąd roztaczała się przepiękna panorama Stambułu. Zaczynali nabierać orientacji w tym wyjątkowo zagmatwanym i skomplikowanym mieście. Byli pewni, że ich misja zakończy się sukcesem. Gdy wrócili na teren uczelnie dowiedzieli się, iż Włosi postanowili przygotować dla wszystkich poczęstunek. Czy przypadkiem nie jest po podstęp? Zatrute jedzenie? Oczywiście, nikt nie zadawał sobie takich pytań, ponieważ doskonale wiedzieli, iż zaufanie i współpraca międzynarodowa jest w tej misji najważniejsza. Po pysznym posiłku, złożonego z równie pysznych dań odbyło się wręczenie certyfikatów uczestnictwa w misji, jak również drobnych upominków. W tak miłej atmosferze biesiadnej wszyscy uczestnicy wyprawy powoli rozchodzili się do swoich domów. Dzień był długi i męczący, jednak niezapomniany. Misja w 50 % zrealizowana.


Dzień 5.


Każdy dzień rozpoczynał się tak samo. Monotonia skradała się powoli i była w stanie zaatakować w każdym momencie. Jednak to nie uśpiło czujności naszych Wybrańców Losu. Wiedzieli, iż ten dzień miał być inny niż inne. Udawali się na dokładnie poznanie miasta. Rozpoczęli od zwiedzania Hagi Sophi, w naszym rodzimym języku zwany Kościołem Mądrości Bożej. Wszyscy członkowie międzynarodowej wyprawy byli pod wrażeniem pięknych wnętrz oraz uroku tej świątyni, pierwotnie kościoła katolickiego, później przemianowanego na meczet. Ledwie zdążyli zachwycić się w pełni tymi niesamowitymi widokami, a już musieli udać się do następnego punktu operacji. Misja to misja. Nie ma przebacz. Za dosyć pospolitą fasadą budynku znajdowała się Bazylika Cystern, Wchodząc do podziemi Bazyliki cieknąca woda idealnie wkomponowuje się w rytm brzmiącej muzyki klasycznej, co zachwyciło wszystkich członków wyprawy, łącznie z tymi dorosłymi. Należało tylko uważać, by nie przewrócić się na śliskiej, momentami, posadzce. Jednak dla naszych Mistrzów nie było to żadnym problemem. Nie musieli się więc o nic martwić. Wystarczyło wsłuchać się w rytm granej co jakiś czas muzyki i echa towarzyszącego pluskotowi kropel. Dodatkową atrakcją były pływające ryby. Całe otoczenie robiło niesamowite wrażanie. Jednak pobyt w podziemiach, choć bezpiecznych i pozbawionych potworów, nie powinien przedłużać się w nieskończoność, więc konieczne było udanie się na powierzchnię. Stamtąd udali się do kolejne atrakcji terenu. Nie były one od siebie oddalone, przez co nasi bohaterowie nie stwarzali zagrożenia dla tubylców i vice versa. Ostatnią z atrakcji tego dnia miało być zapoznanie się z pięknem Błękitnego Meczetu. Niewiasty musiały włożyć chusty na swe głowy. Jednocześnie wszyscy odwiedzający to miejsce zmuszeni byli do zdjęcia butów. Po krótkich chwilach zachwytu oraz kontemplacji wnętrza wszyscy członkowie drużyny udali się na zbiorowy obiad w typowej tureckiej gospodzie (czyt.: knajpce). Gdy wszyscy ludzie byli usatysfakcjonowani i najedzeni, międzynarodowa grupa zwiadowcza udała się w krótką podróż, by obejrzeć pokaz muzyki i śpiewu rdzennych Turków. By wykonać to zadanie udać musieli się do muzeum wojskowego, gdzież to właśnie odbywał się ten pokaz. Główną rolę w tym przedstawieniu grały bębny i inne zbliżone do nich instrumenty oraz barwne stroje i mocne głosy Turków – samych mężczyzn. Po tak wyczerpującym dniu niestrudzeni bohaterowie udali się na zasłużony wypoczynek. Wszak jeszcze nie zrealizowali misji w pełni.


Dzień 6.


Po niczym nieróżniącym się poranku nastąpił intrygujący zwrot akcji. Rozłam! Grupa włoska oraz hiszpańska wysunęła żądanie separacji od grupy polskiej i węgierskiej! Bunt? Swoistego rodzaju. Jednak członkowie naszej drużyny oraz z zaprzyjaźnionego węgierskiego narodu nie przejmowali się. Wszak nie nasza to była wina. To nie my cierpimy na brak ambicji.  W związku z tym zjednoczona grupa polsko-węgierska udała się do Muzeum Miniatur. Dzieła tam wystawiane były tak małe i jednocześnie tak precyzyjne, że wydawały się nie być dziełem rąk ludzkich. Być może tkwiła w nich odrobina magii...  Po godzinie podziwiania cała grupa udała się na wspólny rejs po cieśninie Bosfor. Po mimo dramatycznych chybotów niczyje serca nie poczuły lęku. Wszak była to grupa nieustraszonych. Gdy znów stanęli na suchym lądzie udali się do muzeum, w którym to jednak doszło do próby oszukania ich, w związku z czym zrezygnowali z pobytu w nim.


Dzień 7


Wyprawa zbliżała się ku końcowi. Ostatni wspólny dzień członkowie międzynarodowej grupy zwiadowczej spędzili spacerując po Stambule. Po mimo upału dzielnie kierowali się ku Pałacowi Topkapi (z tur. Topkapi Sarayi). Podziwiano piękną roślinność oraz cuda architektoniczne i zdobnicze pałacu. Natomiast szef dorosłej ekipy, zwany Ojcem Dyrektorem, udał się do Haremu w towarzystwie jednej z Opiekunek, pani Kaczmarek. Młodzi bohaterowie nie byli zainteresowani TAKIMI rzeczami. Zabytki Haremu wcale nie są ciekawe. Chyba... Następnie z Pałacu cała grupa udała się na obiad, który jednak każda narodowość zjadła w swoim towarzystwie. Po krótkiej przerwie cała zjednoczona grupa zdobywców udała się na wyprawę łupieżcą – zakupy na wielkim Grand Bazar. Nie obyło się bez drobnych konfliktów, jednak krótkie targowanie się o cenę rozwiązywało wszelkie problemy, Wspaniali zdobywcy wraz ze swoimi łupami powrócili do domu pokonując dystans drogą morską oraz lądową. Mieli świadomość, iż czas ich misja zbliża się ku końcowi. Zabrali się do pakowania ładunków. Dzień i cała misja nieubłagalnie zbliżała się ku końcowi.


Dzień 8.


Ostatni dzień misji. Pora podsumowań. 7 wspaniałych bez cienia samochwalstwa mogło powiedzieć, iż wykonali misję w 100%. Nawiązali nowe, międzynarodowe znajomości. Zaprezentowali umiejętności związane z ich krajem. Godne reprezentowali swój naród. Oraz dostarczyli plakaty w dobre, opiekuńcze ręce. Misję wypełnili równie dobrze jak Frodo. Tyle tylko, że plakaty były ważniejsze niźli Pierścień. Wszak moc była tylko w Pierścieniu, a w drużynie naszych 7 wspaniałych moc była w nich. Po wylewnych i łzawych pożegnaniach nastąpiła podróż na lotnisko, skąd to nasza ekipa samolotem wyruszyła do swego rodzimego kraju. Wracali niczym zwycięzcy. Był to prawie, że Powrót Króla. Tylko Królów było siedmioro.

Czytaj więcej o: Wizyta w Stambule

Wizyta w Orvieto

2016-07-18

W dn. 03.04.2011 - 09.04.2011 reprezentacja nauczycieli i uczniów naszej szkoły gościła w szkole w Orvieto, we Włoszech. Gimnazjum nr 13 reprezentowali: p. dyr. Mariola Wolska, p.Iwona Czank, p. Marta Konopa, p. Anna Trzepizur, Ewelina Karlińska, Dominika Mysłek, Joanna Turska i Paweł Celt. Oto relacja Asi Turskiej:

 

Tak, jak niegdyś Rzym podbijał Europę, teraz to grupa nieustraszonych Polaków wyruszyła na podbój Rzymu. Nie byli jednak osamotnieni, bowiem wsparcia udzielili im Hiszpanie, Węgrzy i Turcy. I taką to o to grupą dotarli 3 kwietnia 2011 r. do Włoch…

Dzień I
W tajnym miejscu zbiórki, dość wcześnie rano grupa młodych niezbyt doświadczonych Polaków spotkała się z grupą o wiele bardziej zaprawionych w bojach, choć nie można powiedzieć, że wiele starszych, opiekunek. Szybko został potwierdzony plan działania, który był opracowywany przez kilka miesięcy. Wszystko zostało ustalone, każdy wiedział co ma robić, więc wyruszyli w drogę. Najpierw byli zmuszeni do skorzystania z busów, dzięki którym dostali się na lotnisko. Myślami już od dawna błądzili w chmurach, ale dopiero teraz naprawdę wzbili się w przestworza. Lecieli…  już tak niewiele brakowało im do rozpoczęcia największej przygody ich życia. Wreszcie ujrzeli jakieś ogromne miasto i pełni nadziei, że to już Rzym podekscytowani zrobili kilka zdjęć dla utrwalenia tego momentu. Czuli, że samolot stopniowo się obniża, aż w końcu wylądował. Znaleźli się w odległym kraju na południu. Tam czekał na nich tajemniczy mężczyzna, który czarnym mercedesem z przyciemnionymi szybami miał obowiązek zawieźć ich bezpiecznie do docelowego miejsca podróży, Orvieto. Pojawiły się podejrzenia, że może on należeć do włoskiej mafii, jednak postanowili mu zaufać i wsiedli razem z nim do samochodu. Wszystkim dopisywały fantastyczne humory. Śmiali się, żartowali, jednak można było wyczuć lekkie zdenerwowanie zbliżającym się spotkaniem z Południowcami. Po ponad godzinnej jeździe samochodem nareszcie dotarli do hotelu Picchio, gdzie miała zostać zakwaterowana starsza część drużyny bojowej. Na miejscu była już grupa turecka i po rozmowach z nimi postanowili, żewszystkie sprawy rozwiązane zostaną pokojowo, bo przecież hasło ich wyprawy „Art keeps us together in peace”, do czegoś zobowiązuje…. Po młodszą grupę Polaków, potocznie nazywaną uczniami, przyjechały rodziny, u których mieli spędzić najbliższy tydzień. Mimo, iż z ciężkimi sercami rozstawali się ze sobą, bo każdy znalazł się w innej rodzinie, byli ciekawi przygód jakie czekały ich w czasie tego pobytu. Jako, że po długiej podróży, wszyscy byli wyczerpani, udało się im jedynie zapoznać  z tymczasowymi rodzinami i szybko postanowili wypróbować jak wygodne są ich łóżka…

Dzień II
Jak na prawdziwych wojowników przystało, zwłaszcza tych, którzy wszystkie sprawy rozwiązują pokojowo, cała drużyna zerwała się wcześnie rano i po szybkim śniadaniu, udała się na spotkanie w pokojowej akademii wojskowej, potocznie nazywanej dalej szkołą. Tam spotkali się z głównodowodzącym (innymi słowy dyrektorem) oraz zostali zaznajomieni z systemem nauczania w tejże szkole. A że o głodzie wolniej
się myśli, zorganizowano dla wszystkich wspólne śniadanie, któremu towarzyszyła naprawdę miła atmosfera. Jednak uczniowie nie byli w stanie otworzyć się przed sobą nawzajem, dlatego zawiązywanie bliższych znajomości pozostawili na kolejne dni. Tymczasem uczestnicy projektu ze wszystkich krajów zostali zaprowadzeni przez dowodzących do tajemniczegobudynku, gdzie następnego dnia miały się odbyć występy. Wypróbowali scenę i mogli po raz pierwszy się zrelaksować.

 

Dzień III
Nadszedł nieco stresujący dzień, kiedy to wszyscy mieli zaprezentować swoje umiejętności. Od razu po śniadaniu wszyscy pojawili się w budynku, który był nazywany: The Center of Studies. Tam miały mieć
miejsce występy, czyli mówiąc tamtejszym językiem, nadeszła pora na show time. Mimo, iż wszyscy, którzy spotkali się w Orvieto  wykazywali się niezwykłą odwagą, to jednak w tym dniu nie dało się nie
zauważyć zdenerwowania. Najpierw przemawiał głównodowodzący, jednak zgromadzeni nie byli w stanie skoncentrować się na jego słowach. Wszyscyskupieni już byli na tym, co mieli zaprezentować. Każdy kraj pokazał na co go stać. Widowisko było naprawdę niesamowite, godne wystawienia w Koloseum. Kiedy emocje po naprawdę udanych występach już opadły,
nadszedł czas na zasłużony czas wolny, który wszyscy spędzili,
spacerując po mieście i rozkoszując się tajemnicami i magią
tamtejszych uliczek.

Dzień IV
Rzym, Watykan… W tym dniu naprawdę wiele się działo. Misja pokojowa nadal trwała. Wysłannicy ze wszystkich państw coraz bardziej zaprzyjaźniali się ze sobą. Podczas zwiedzania miasta, a trzeba
przyznać, że urok tych zakątków wywarł na wszystkich ogromne wrażenie, prowadzili ze sobą rozmowy na różnego rodzaju tematy, oczywiście w ich wspólnym języku, którym okazał się być angielski.
Poruszając się po mieście magicznymi uliczkami dotarli do zaczarowanego miejsca, które zwane jest Fontanną di Trevi. W oczach wszystkich można było zobaczyć miłość do tego niezwykłego miejsca. Wszyscy, jako że przyjechali dokładnie przygotowani do misji, doskonale wiedzieli olegendzie, która głosi, że jeśli wrzuci się do tej fontanny pieniądze
to otrzyma się szansę na powrót do Rzymu. Uczynili więc dokładnie tak,
jak powinni. Odwrócili się tyłem i przez ramię wrzucili monety. Teraz
muszą już tylko czekać, kiedy los pozwoli im tam powrócić…

 

 

Dzień V

Po pełnych wrażeń dniach nadszedł czas na odrobinę wytchnienia. Poszczególne kraje rozdzieliły się w wędrówkach po Włoszech, a dokładniej to Polska oddzieliła się od reszty, która postanowiła
zwiedzić Florencję. Zważając na czas podróży, nieustraszeni Polacy zdecydowali, że zostaną w Orvieto i zwiedzą jego jakże malownicze zakątki. Ten czas postanowili przeznaczyć na odpoczynek i zregenerowaniesił, aby stosunki z innymi narodami mogły się jeszcze poprawić. Spacerowali więc, odwiedzali przedziwne sklepiki, robili drobne zakupy,
aby przywieźć ze sobą do kraju jakieś dowody na swój pobyt i
działalność we Włoszech.

Dzień VI
Jak zwykle wcześnie rano, aby nie tracić czasu, bohaterowie, przybyli ze wszystkich czterech stron świata, udali się z wizytą do pewnego przesympatycznego rzemieślnika, gdzie mieli wziąć udział w warsztatach garncarskich. Wizyta nie trwała długo, ponieważ następnym punktem niezwykle napiętego planu dnia przybyłych uczniów miała być wizyta w Arezzo.  Z samego pobytu w tym mieście, niewiele pewnie zapamiętali, poza odwiedzinami w pewnej tureckiej knajpce, gdzie zjedli lunch. Poza tym zajęci byli nawiązywaniem kontaktów z przedstawicielami Turcji, z którymi to zwiedzali miasteczko. Również w drodze powrotnej to właśnie oni towarzyszyli polskiej grupie i razem spędzili podróż do Orvieto. Oczywiście musiało być ciekawie…. Razem śpiewali, a co niektórzy zaczęli nawet tańczyć…. Nic dziwnego, że ludzie czuli się raczej nieswojo w jednym przedziale razem z nimi i w pośpiechu przesiadali się do innego. Jednak najważniejsze jest to, że Polacy i Turcy fantastycznie się razem bawili!

Dzień VII
Niestety przyszedł również czas na pożegnania. Wszyscy byli jednak bardzo szczęśliwi z tego co osiągnęli, a udało im się bardzo wiele. Ich plany zostały całkowicie zrealizowane. Najważniejsze w tym
wyjeździe było nawiązanie dobrych kontaktów z osobami z innych krajów, a to naprawdę się udało. Mimo, iż wszystkie sprawy zostały rozwiązane pokojowo, to naprawdę udało im się podbić Rzym, a może raczej nie Rzym, tylko Orvieto i to nie miasto, ale serca jego mieszkańców.

Czytaj więcej o: Wizyta w Orvieto

Wizyta w Budapeszcie

2016-07-18

W dniach 14.10.2011-21.10.2011 grupa nauczycieli i uczniów naszego gimnazjum przebywała na Węgrzech. Szkołę reprezentowali:p. dyr. Janusz Ferenc, p. Marta Konopa, p. Anna Trzepizur-Marzec, p. Grzegorz Nykiś, Katarzyna Gaj, Klara Stefańczyk, Mikołaj Kolczarek i Kuba Sołtysiak. Oto relacja Kasi Gaj:

 

Wyruszyliśmy rankiem 14 października.
Dzień  1
Z samego rana o 8 zebraliśmy się na dworcu PKP. Wiedzieliśmy, że czeka nas bardzo długa podróż. Na początku pociągiem w ciągu 1,5 godziny dostaliśmy się do Katowic. Następnie wsiedliśmy do Eurocity i pojechaliśmy do Budapesztu. Podróż trwała 8 godzin.  Każdy z nas już po połowie spędzonego czasu w pociągu, umierał  z nudów  Jednak śpiewając  i śmiejąc się  jakoś przetrwaliśmy ten długi czas. Na miejsce dojechaliśmy przed 21. Z peronu odebrali nas rodzice osób, u których mieliśmy  mieszkać przez  cały następny tydzień. Nauczyciele udali się tym czasem do hotelu. Każdy z nas był podekscytowany, gdyż nie wiedział co go czeka, ani dokąd zmierza. Gdy znaleźliśmy się w domach u rodzin mieliśmy czas na rozpakowanie się, później zjedliśmy wszyscy wspólnie kolację. Następnie nadszedł czas na bliższe poznanie się, rozmawialiśmy dużo o sobie, o swoich zainteresowaniach. Po krótkim czasie jednak usnęliśmy zmęczeni po podróży.


Dzień 2
Wczesnym rankiem musieliśmy udać się w miejsce zbiórki, gdzie czekał już na nas autokar. W ustalone miejsce przybyli również nasi rówieśnicy z innych stron świata, jak i również ich opiekunowie. Nie zabrakło oczywiście naszych nauczycieli, którzy razem z nami wyruszyli w tę podróż. Pierwszym punktem naszej wycieczki było SZENTENDRE, czyli malutkie miasteczko o bardzo oryginalnej atmosferze. Następnie udaliśmy się do ESZTERGOMU czyli miasteczka, które było kiedyś stolicą Węgier. Tam zobaczyliśmy piękną bazylikę, jako nieliczni weszliśmy na sam jej szczyt, z którego było widać panoramę miasta. Po południu pojechaliśmy na krótka wizytę na Słowację, do której mieliśmy jedynie 10 minut od poprzedniego wspomnianego już miejsca. Wieczorem mieliśmy czas wolny, podczas którego integrowaliśmy się z innymi krajami i miło spędzaliśmy czas. 

 
Dzień 3
Kolejny poranek  rozpoczęliśmy wycieczką do GODOLLO, gdzie zwiedzaliśmy ROYAL PALACE, czyli zamek królewski. Następnie odwiedziliśmy HOLLOKO,  zabytek światowej klasy. Tam odbyliśmy spacer po miasteczku oraz kupiliśmy pamiątki. Wieczorem czekała na nas ogromna niespodzianka. Mogliśmy na własne oczy zobaczy przepiękny występ folklorystyczny, który wiele osób zapamięta na długi czas. W ten sposób mogliśmy bliżej poznać kulturę kraju, w którym się znajdowaliśmy.


Dzień 4
Jak co dzień  wstaliśmy bardzo wcześnie rano i udaliśmy się do szkoły. Tam uczestniczyliśmy w kilku lekcjach, jak i również w wielu zabawach grupowych. Nauczyciele w tym czasie mieli spotkanie, na którym  omawiali dalsza pracę, nad kolejnymi celami projektu. Po południu udaliśmy się do opery, którą wielu z nas widziało po raz pierwszy. Następnie udaliśmy się do domu kultury, gdzie odbyły się próby do naszego SHOW. Późnym wieczorem  oglądaliśmy Budapeszt nocą. To było niezapomniane wydarzenie. Każdy z nas, jak zaczarowany patrzył na pięknie oświetlone, liczne mosty, jak i również ciekawe miejsca, które już widzieliśmy , albo mieliśmy zobaczyć.


Dzień 5
To był nasz wielki dzień. Każdy z lekką tremą przybył w umówione miejsce. Wiedzieliśmy, że musimy wypaść jak najlepiej. Mówię tutaj oczywiście o naszym SHOW. Gdy już wszyscy byli gotowi by zacząć, SHOW rozpoczęło się. Każdy kraj miał tylko kilka minut by pokazać co przygotował i jak wywiązał się z zadania. Na pierwszy ogień poszli Turcy, którzy trafili na włoską piosenkę. Zaraz po nich byliśmy my. Dostaliśmy hiszpańską piosenkę. Była trudna do wykonania, ale daliśmy sobie z nią bardzo dobrze radę.

Następni byli Hiszpanie, którzy wykonali węgierską piosenkę. Po nich byli Włosi, którzy trafili na naszą ojczysta piosenkę.  Na samym końcu byli nasi gospodarze w wykonaniu tureckiej piosenki. Po wykonaniu zadania każdy kraj miał pokazać coś od siebie. Wszyscy coś przygotowali, ale największe wrażenie zrobił nasz taniec. Dostaliśmy brawa, których w tak dużej liczbie się nie spodziewaliśmy. Podsumowując dzisiejsze zmagania, byliśmy bezkonkurencyjni. Po południu zwiedzaliśmy Synagogę, która jest  największą w Europie i drugą co do wielkości na świecie. Następnie udaliśmy się na wyspę Margaret, na której spacerowaliśmy i oglądaliśmy rzadkie gatunki zwierząt.


Dzień 6
Wczesnym rankiem udaliśmy się do szkoły, gdzie wykonywaliśmy w grupach ( wcześniej wyznaczonych)  GRAFFITTI z tytułem naszego projektu, które brzmi Art  keeps us together in peace. Następnie udaliśmy się do parlamentu węgierskiego. Następnym punktem naszej wyprawy była Bazylika. Po południu udaliśmy się do zoo. Widzieliśmy: foki, morsy, białe niedźwiedzie, małpki, wilki, tygrysy, gepardy, hieny, lwy, żyrafy i wiele innych dzikich zwierząt. Wieczorem uczniowie udali się na kręgle, gdzie wszyscy świetnie się bawili.


Dzień 7 
Rano wszyscy przyszliśmy do szkoły. Kończyliśmy nasze prace plastyczne. Następny zadaniem był konkurs wiedzy dotyczący całego pobytu w Budapeszcie.  Następnie wyruszyliśmy w poszukiwaniu nowych przygód do Mathias, czyli kościoła, a także do Galerii Narodowej. Po powrocie do szkoły każdy z nas dostał certyfikat projektu. Później odbyła się uroczysta kolacja, na której byli wszyscy nauczyciele, uczniowie, nasi partnerzy węgierscy oraz ich rodziny.  Było bardzo uroczyście i smacznie. Lecz to jeszcze nie był koniec naszych dzisiejszych przygód. Po kolacji udaliśmy się na karaoke. Wszyscy bawili się wspaniale, po tygodniu spędzonym razem  staliśmy się bardzo zgrana ekipą.


Dzień 8
Bardzo wcześnie rano przybyliśmy na dworzec, gdzie była zbiórka. Każdy z nas miał mieszane uczucia. Co prawda tęskniliśmy za naszymi rodzinami, ale równie dobrze wiedzieliśmy, że trudno będzie nam się rozstać z osobami, które przez cały tydzień dotrzymywały nam towarzystwa i zastępowały nam rodzinę. Pożegnanie nie obyło się bez łez i smutku. Lecz wiedzieliśmy, że za niedługo może zobaczymy się jeszcze z naszymi węgierskimi przyjaciółmi. Albowiem w maju nasi partnerzy przyjadą do Polski.

 

Czytaj więcej o: Wizyta w Budapeszcie

Wizyta w Sewilli

2016-07-18

W dniach 16.02.2012-23.02.2012 grupa nauczycieli i uczniów naszej szkoły przebywała w Hiszpanii. Szkołę reprezentowali:p. dyr. Janusz Ferenc, p. Marta Konopa, p. Anna Trzepizur-Marzec, p. Piotr Zajęcki, Natalia Bugaj, Aleksandra Dobosz, Kinga Ferenc i Karolina Ociepka. Oto relacja naszych uczennic:

 

16.02 (czwartek)
Po długich oczekiwaniach  cały Comenius Team, złożony  z czterech nauczycieli i czterech zwyciężczyń, stawił się punkt 3:00 rano przed budynkiem szkolnym.  Po zainstalowaniu się w minibusie rozpoczęliśmy tygodniową przygodę. Większość czasu cała grupa przespała na tyłach pojazdu. Prawdziwe emocje zaczęły się gdy weszliśmy na płytę lotniska. Po długiej odprawie siedzieliśmy już w wygodnych fotelach w samolocie  i ze zniecierpliwieniem czekaliśmy na odlot. Po chwili przekonaliśmy się, że start to nic strasznego, więc odprężeni podziwialiśmy widoki za oknem. Po czterech godzinach lotu, które minęły błyskawicznie, wysiedliśmy w Madrycie i komfortowy podniebny lot się skończył. Byliśmy skazani na godzinną podróż metrem.  Gdy cała nasza ósemka wsiadła do wbrew pozorom  pustego wagonu, od razu zaczęliśmy odczuwać  klaustrofobię. Jednak to nie ta przejażdżka była najgorsza. Podczas gdy zmieniliśmy linię metra po to, by dostać się na dworzec  autobusowy, wszystkie dłonie zaciśnięte na rączkach od walizek, powoli zaczęły drętwieć. Gdy weszliśmy zmęczeni, brudni i po prostu nieżywi do wagonu „różowej” linii metra, była to godzina szczytu. Wszyscy Hiszpanie zaczęli wracać z pracy, a nasza zgrana ferajna usytuowała się na samym środku. Zostaliśmy ściśnięci przez tłum rozwścieczonych południowców.  Nie było mowy o tym, żeby się poruszyć, lecz po dwudziestu minutach męki wysiedliśmy! Wtedy rozpoczęła się sześciogodzinna podróż autokarem do Sevilli. Gdy dojeżdżaliśmy na miejsce zaczęliśmy odczuwać lekki stres w związku z tym, że mieliśmy udać się do domów naszych partnerów.  Wszystko miało się zacząć jutro.

17.02 (piątek)
Drugi słoneczny dzień w Hiszpanii rozpoczęłyśmy miłym zacieśnianiem więzów z innymi uczestnikami, podczas poczęstunku w bibliotece szkolnej. Następnie udałyśmy się, my i nasi czterej muszkieterowie na próbę show.  Kolejną atrakcją wspaniale rozpoczętego  dnia było zwiedzanie zabytkowej i przepięknie zdobionej katedry w Sevilli. Dwugodzinny czas wolny pozwolił nam na dogłębne podziwianie zapierającego dech w piersiach miasta. Wykończone, ale szczęśliwe ruszyłyśmy na hiszpański lunch, na którym delektowałyśmy się niezwykłymi potrawami takimi jak jajka w sosie beszamelowym, bądź zielone, nieostre papryczki.  Po południu umilałyśmy sobie czas na statku, pływając po rzece, której nazwy nie sposób powtórzyć. Koło godziny 19:00 nasi partnerzy zabrali nas na „uroczystą” kolację do McDonalda.  Pięknym zakończeniem dnia był spacer wzdłuż rzeki.

 

18.02 (sobota)
Wczesnym rankiem zebraliśmy się koło szkoły, by wyjechać ekskluzywnym autokarem do malowniczej Cordoby, lecz nie wszystko szło zgodnie z zamierzeniami kierowcy. Po trzydziestu minutach jazdy, ku zdziwieniu wszystkich zostaliśmy poinformowanie, że koło nam odpadło. Wszyscy poczuli się zdegustowani, gdyż byliśmy zmuszeni do nieplanowanego, czterdziestominutowego postoju. Gdy nasze oczekiwanie dobiegło końca i zmieniliśmy pojazd, mogliśmy bez stresu ruszyć w dalszą drogę. Pierwszym punktem zwiedzania był Meczet, a w nim niesamowite muzeum z zabytkami. Zwiedzanie tego miejsca dało nam niezłą lekcję historii. Czas wolny przeznaczyłyśmy na zakup i drobnych upominków dla naszych znajomych i rodzin. Koło godziny 20:00 wróciliśmy do Sevilli i pomknęliśmy chyżo na pizze z przyjaciółmi. Cały ComeniuM- czyli nowa nazwa robocza na czas wyjazdu, wymyślona przez uczestników w celach rozprzestrzeniania się dobrego humoru. Po uroczym wieczorze rozeszliśmy się do domów.

19.02 (niedziela)
O 10:30 cała drużyna spotkała się pod Muzeum Obrazów w Sevilli. Imponujące wystawy zachwycały. Całości dopełniało zwiedzanie bajecznego miasta. Koło południa miał miejsce czas wolny, gdzie polska grupa jadła najlepsze lody na całym południu. Następnie zmierzaliśmy ku Placowi Hiszpańskiemu  gdzie pływaliśmy na łódkach, własnoręcznie wiosłując. Było to ekstremalne przeżycie. Zrelaksowane i w dobrych humorach poszłyśmy na kolację do naszych rodzin goszczących. Koło 20:00 poszliśmy grupowo na zakupy do centrum. Piękna pogoda dopisywała cały czas, niezmiennie. Zostaliśmy długo, po to by zwiedzić miasto nocą. Niezaprzeczalnie było piękne. Poznawanie coraz to nowych zakątków miasta było fascynujące.  I tak zakończyłyśmy czwarty dzień z życia Polish Girls.

 

20.02 (poniedziałek)
Rano spotkaliśmy się w szkole na lekcji z innymi uczestnikami projektu.  Ku naszemu pozytywnemu zaskoczeniu zabrali nas do muzeum Corridy. Dowiedziałyśmy się wiele ciekawych i zaskakujących rzeczy. Miałyśmy możliwość podziwiania areny do walki z bykami. Była ogromna i imponująca.   W południe nadszedł Time Show! Na pierwszy ogień poszły dziewczyny z Węgier. Zaczęły tańczyć skomplikowane tańce ludowe  i prezentowały węgierskie gry grupowe. Zaraz po ich występie nadszedł czas na nas. Całe w nerwach weszłyśmy na oświetloną scenę. Gdy usłyszałyśmy pierwsze słowa z naszej prezentacji i doskonale wiedziałyśmy, że za kilka sekund musimy wyjść i zaśpiewać „Dumkę na dwa serca”, która wbrew pozorom nie była łatwa.  Jednak nie było tak przerażająco, bo gry popłynęły pierwsze nuty, widownia siedziała jak zaklęta .  Potem wszystko potoczyło się szybko. Wspaniały wiersz Szymborskiej zachwycił wszystkich swoją powagą. Ostatnim punktem naszego show była piosenka o polskim jedzeniu. Cała sala śpiewała z nami. Dostałyśmy owację na stojąco. Byłyśmy z siebie dumne.  Niedługo po nas wystąpili uczniowie z Turcji i Włoch. Na zakończenie wystąpili gospodarze. Po tym jak emocje już opadły, wybraliśmy się na kolację. Nauczyciele odważnie próbowali hiszpańskiej paelli, która była z  owocami morza. Wszyscy zadowoleni, że cały występ już za nami, poszliśmy spać.

 

21.02 (wtorek)
O 8:15 zebraliśmy się w szkole. Na lekcji byłyśmy pytane o nasze miasto. Wzbudziłyśmy duże zainteresowanie. Ale wszyscy byli rozemocjonowani, ponieważ mieliśmy zobaczyć pierwszy profesjonalny pokaz flamenco. Koło 11:00 usiedliśmy w Sali Teatralnej, gdzie odbywały się wszystkie występy i  czekaliśmy na show. Pierwsza zaczęła tańczyć zawodowa tancerka z muzyką na żywo. Następnie swój pokaz prezentowali hiszpańscy  uczniowie. Byliśmy pod wrażeniem. Po zakończeniu, udaliśmy się do przyjaciół, żeby złożyć im gratulacje.  Pogoda była wyjątkowo piękna, więc poszliśmy zjeść obiad z rodzinami goszczącymi. Mieliśmy czas na odpoczynek i przygotowanie się do kolacji pożegnalnej. Przed 20:00 mieliśmy uroczyste wręczenie certyfikatów. Tamtejsi nauczyciele mieli problem z naszymi nazwiskami.  Jednak  gdy wszyscy spotkaliśmy, my i cała góra jedzenia mogliśmy świętować urodziny jednego z Hiszpanów.  Wieczór  mijał fantastycznie. Po kolacji poszliśmy do centrum miasta, ostatni raz w całym składzie, gdyż rano musieliśmy się rozstać z połową zespołu.  Po kilku godzinach wróciliśmy padnięci do domów.

22.02 (środa)
Około godziny 8:15 spotkaliśmy się w naszym stałym miejscu, czyli w bibliotece szkolnej. Nadszedł czas pożegnania się z tureckimi i węgierskimi przyjaciółmi. Nie byliśmy z tego faktu zadowoleni, ale mieliśmy pocieszenie: cały ostatni dzień w Sevilli nam pozostał do spędzenia czasu z naszymi partnerami z Hiszpanii i Włoch. Wykorzystaliśmy go najlepiej jak umieliśmy. Poszliśmy do naszych ulubionych miejsc i znalazłyśmy ciekawy sklep z elektroniką i zapragnęłyśmy kupić sobie słuchawki na pamiątkę. W owym sklepie musieli mieć z nas niezły ubaw, ponieważ przez godzinę każda z nas stała przy kasie z tymi samymi słuchawkami tylko w różnych kolorach. Potem jeszcze spodobały się one nauczycielom. Wykupiłyśmy cały nakład i zdezorientowana kasjerka nie wiedziała jak ma się zachować. Miałyśmy niezłą zabawę. Potem jednak musiałyśmy wracać do naszych domów na obiad i koło godziny 23:00 niechętnie stawiłyśmy się na dworcu. Mieliśmy wspaniałe pożegnanie, które przygotowali dla nas Hiszpanie wraz ze swymi rodzinami. To była niezapomniana chwila. Jednak czas nas gonił i musieliśmy wsiąść do autokaru. Ze łzami w oczach opuszczaliśmy to magiczne miejsce.  Czekałam nas długa i męcząca podróż do Polski.
23.02 (czwartek)
O godzinie 7:00 rano obudziliśmy się w Madrycie. Mieliśmy dużo czasu do odlotu do Warszawy, więc zapragnęliśmy zwiedzać miasto. Oczywiście nie obyło się bez jazdy „naszym” metrem.  Niestety było zbyt wcześnie by jakiekolwiek sklepy były otwarte, więc udaliśmy się żeby zwiedzać zabytki. Były wspaniałe. Jednak czas szybko mijał, więc byliśmy zmuszeni do powrotu na lotnisko.  Potem odbyły się standardowe procedury: odprawa, strefa bezcłowa i nareszcie odlot. Start był spokojny, lecz gdy lądowaliśmy po kilku godzinach nad Warszawą, zaczęliśmy odczuwać lekkie turbulencje. Oczywiście wylądowaliśmy cali i zdrowi. W Warszawie czekał na nas ten sam minibus, który zawiózł nas na  23:30 do Częstochowy. Byliśmy zadowoleni, że jesteśmy już w domu, ale nasze serca na długi czas pozostaną w słonecznej Hiszpanii.
 
Kinga Ferenc, Aleksandra Dobosz, Karolina Ociepka i Natalia Bugaj pragną złożyć ogromne podziękowania Pani Annie Trzepizur- Marzec i Pani Marcie Konopie oraz Panu Dyrektorowi Januszowi Ferencowi i Panu Piotrowi Zajęckiemu za wspólny wyjazd i opiekę w Sevilli. Jesteśmy wdzięczne, że mogłyśmy pojechać i zwiedzić to miejsce. 
DZIĘKUJEMY!!!

Czytaj więcej o: Wizyta w Sewilli

Wizyta w Częstochowie

2016-07-18

 

 

W dn. 23-30 maja 2012r. gościliśmy młodzież i nauczycieli ze szkół z Budapesztu, Orvieto, Sewilli i Stambułu. Było to jednocześnie spotkanie kończące i podsumowujące cały projekt. Po za warsztatami w naszym gimnazjum, odbył się także Show w auli Liceum im. Słowackiego. Fragmenty spektaklu można obejrzeć tutaj. Nasi goście zwiedzili ponadto Sanktuarium Jasnogórskie, Jurę Krakowsko-Częstochowska, Kraków, Wieliczkę i obóz Auschwitz. We wtorek 29 maja odbyło się w naszej szkole rozdanie certyfikatów i pożegnanie uczestników projektu. Poniżej zamieszczamy wybrane zdjęcia z całego tygodnia (autorzy: p. Kwaśniak, Asia Turska, p. Nykiś).

 

Zdjęcia z Jasnej Góry:

 

 

Zdjęcie z gimnazjum:

 

Czytaj więcej o: Wizyta w Częstochowie